Visit Us On FacebookVisit Us On GooglePlusVisit Us On YoutubeVisit Us On Instagram

Cabo Verde, nazywane też Republiką Wysp Zielonego Przylądka, to państwo wyspiarskie położone na szerokości geograficznej Senegalu, Mauretanii, które oddalone jest od ich wybrzeży o 460 km na zachód. Jest to najdalej na południe wysunięta grupa wysp, wchodząca w skład Makronezji. Państwo, które było kiedyś kolonią portugalską, zamieszkują w większości kreolczycy. Wśród mieszkańców widoczna jest też duża grupa imigrantów z biedniejszch i gorzej radzących sobie państw afrykańskich. Lokalną walutą jest escudo (CVE), a językiem urzędowym portugalski. Jednak to kreolski jest językiem narodowym, gdyż służy na co dzień do porozumiewania się. Znajomość francuskiego może być przydatna, ponieważ większość turystów tam docierających stanowią francuzi, a lokalesi próbują nawiązywać rozmowę właśnie w tym języku. Razem z kumplem Maliną odwiedziliśmy w sumie trzy wyspy zawietrzne, a dokładniej Sal, São Vicente i Santo Antão. Pomiędzy nimi istnieją znaczne różnice, zarówno w ukształtowaniu terenu, faunie, florze, jak i w samej mentalności ludzi. Na pierwszej z nich króluje piach, sól, wiatr i słońce. Wyspa jest względnie płaska. Przybywa tam znaczna liczba turystów i miłośników sportów wodnych z całego świata. Sal to mekka surfingu i kitesurfingu. Wiatr wieje tu praktycznie cały czas, w sezonie, czyli od stycznia do marca osiąga on przeciętnie siłę 5-7 stopni w skali Beauforta.  Dlatego przez pierwszy tydzień naszego pobytu uczyliśmy się tej sztuki w niewątpliwie jednym z najlepszych spotów na świecie. Wielokrotnie były już tam organizowane mistrzostwa w surfingu, kitesurfingu i windsurfingu. Podczas naszego pobytu na wyspach rozgrywały się akuratnie mistrzostwa świata w kitesurfingu, w takich miejscówkach jak Ponta Preta i Kite Beach. To stamtąd pochodzi mistrz i trzykrotny wicemistrz świata w tej dziedzinie, Mitu Monteiro. Dla tamtejszych dzieciaków i młodzieży to surferzy są idolami, a nie piłkarze tak jak u nas. Na Sal możemy znaleźć liczne saliny, skąd pozyskiwana jest sól na potrzeby wyspy, ale i nie tylko.

Wcześniej wspomniane saliny

Początkowe lekcje i nauka pracy z kitem

Kolejną naszą wyspą było São Vicente. Tam mieliśmy okazję obserwować największy karnawał na Cabo Verde, organizowany w mieście Mindelo. Było naprawdę co oglądać! Ale zdjęcia i filmy z niego opublikuję w następnym poście.

Ostatnią wyspą na którą dotarliśmy, było Santo Antão. Można tam dostać się tylko promem kursującym na trasie Mindelo-Porto Novo. Jej szczyty przez większość czasu osnute są chmurami. Dzięki barierze orograficznej jej północna część jest pokryta zielenią i nie brakuje tam wilgoci. Jest też dużo chłodniej, dlatego ciepłe rzeczy, które zabraliśmy przydały się nam. Flora jest nieporównywalnie bogatsza od tej którą widzieliśmy na wcześniejszych dwóch wyspach. Można spotkać rosnące chlebowce, mangowce, sosny, eukaliptusy, palmy kokosowe, bananowce, a nawet krzewy kawowe. Licznie uprawiana jest też trzcina cukrowa, z której wytwarzany jest wysokoprocentowy “grogue”. Produkowany przez miejscowych był najlepszy i smakował naprawdę dobrze. To co zrobiło na mnie największe wrażenie, to wysokie klify i rozbijające się o nie potężne fale, skalne iglice, ostre zakręty wąskich ścieżek biegnące w górę ribeir i wzdłuż oceanu, wycięte w zboczach tarasy oraz postrzępione, ostre granie.

Ribeira De Torre

Widoczne w oddali uprawy tarasowe

Cachupa-danie narodowe oparte głownie na fasoli i kukurydzy z różnymi składnikami w zależności od wersji. W tym przypadku jest to jajko i kiełbaski, ale może być to np. ryba. Dodatkowo podawana jest oliwa z papryczkami piri-piri. Danie to spożywa się głównie na śniadanie. Coś wspaniałego!

Krótka przerwa na foto i podziwianie miasteczka w dole ribeiry

Kręte i strome ścieżki w malowniczej scenerii

Dla chętnych możliwość odprawienia drogi krzyżowej

Naprawdę potężne klify!

Malina poszukujący ukrytego grogu w trzcinie cukrowej 😀

Poranki z takimi krajobrazami to czysta przyjemność

Piękne, postrzępione granie

Mały i odważny ancymon 😀

Chmury wlewające się do środka krateru Corvo

Okolice Porto-Novo

W tutejszych wodach poławia się między innymi tuńczyki

São Vicente

Our private beach 😀

Jak widać, nie wszędzie jest tak łatwo z wodą…

Przejażdżka miejskim środkiem transportu, aluguerem


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *